Jesteś w: Manager » Rynek

Zawodowiec na śniegu

31.01.2011 23:50  Rynek
Zawodowiec na śniegu

Rozmowa z Johannesem Gschwendtnerem, szefem firmy Sportmanagment, managerem Adama Małysza.


– Jeszcze niedawno sponsoring sportowy w Polsce działał bardzo słabo. Trudno było pozyskać pieniądze nawet dla Adama Małysza.
– Brakowało zrozumienia dla idei takich inwestycji. Dzisiaj to się bardzo zmieniło. Za sukcesami Adama Małysza oraz innych polskich sportowców przyszedł wzrost zainteresowania sponsoringiem sportowym. Bardzo się rozbudował cały segment marketingu sportowego. Odnoszę wrażenie, że powoli doganiacie Zachód w tej dziedzinie. Ciągle jednak jest duża różnica pomiędzy Polską a Europą Zachodnią w kwotach, które można uzyskać dla top sportowców. Ale dla polskich sponsorów inną wartość będą przedstawiać polscy sportowcy, a inną dla Niemców – niemieccy. To są różnice lokalne, wypływające z popularności w danym obszarze narodowym. Na początku najłatwiej było pozyskać firmy zachodnie, które stawiały swoje pierwsze kroki na rynku polskim. Chociaż dla wielu była to terra incognita, znakomicie rozumiały potrzebę wypromowania marki poprzez np. Adama Małysza. I tak było z dziennikiem „Fakt” Axela Springera czy firmą Generali. Swoje wieloletnie doświadczenie marketingowe przenosili na grunt polski. I w tym przypadku okazywało się to bardzo dobrym krokiem.

– Ale to się zmieniło, sądząc po powierzchniach reklamowych, właściwie centymetrach kwadratowych na nartach, kaskach, kombinezonach?
– Dzisiaj wiele firm ma już tę świadomość, że warto inwestować w marketing sportowy, warto być sponsorem, bo sport wyzwala radość, sukcesy napawają optymizmem, uczą zdrowego współzawodnictwa. To wypełnia filozofię wielu firm, które na szkoleniach, integracjach wpajają to swoim współpracownikom. Dlatego też sponsoring sportowy gdzieś pośrednio jest niezwykle edukacyjny.

– W 1998 roku, gdy jeszcze nie zanosiło się na to, że talent Małysza eksploduje, Federer wykupił – jak się później okazało – za niewielkie pieniądze prawa do powierzchni reklamowej na kombinezonie mistrza oraz do jego wizerunku. To był pewnie deal życia?
– Trudno mi mówić o szczegółach, bo to tajemnica handlowa, ale zapewne było to bardzo lukratywne przedsięwzięcie. Czasami w biznesie trzeba być w odpowiednim miejscu, czasie i sytuacji, żeby coś takiego miało szanse powodzenia. Tutaj te trzy faktory się zgadzały. Ale to też jest w pewien sposób risky bussines i nigdy nie ma gwarancji, że będą z tego tzw. frukta.

– W dramatycznych okolicznościach przyszło panu przejąć całkowitą odpowiedzialność management Adama Małysza, Thomasa Morgensterna oraz Andreasa Goldbergera. To chyba duże wyzwanie i ogromna odpowiedzialność?
– Jestem w tym biznesie wiele lat, chociaż nigdy nie byłem typowym frontmenem. Prawie od początku współpracowałem z Edim Federerem, jako jego asystent i partner, dlatego znałem od podszewki wszelkie mechanizmy i całą otoczkę organizacyjną, struktury, system negocjacji ze sponsorami. Dlatego też zastępując Ediego, który bardzo poważnie się rozchorował, wykonuję dalej swoją pracę, dokładnie takiej samej jakości, no może jest teraz większa motywacja, aby kontynuować w godny i efektywny sposób dzieło, które razem stworzyliśmy.
– Kogo w tej chwili ma pan w swojej „stajni”?
– Thomasa Morgensterna, Adama Małysza i nadal Andreasa Goldbergera, który już nie skacze, ale jest aktywnym komentatorem sportowym i animatorem skoków narciarskich.

– Małysz stał się bohaterem narodowym i ikoną sportu w Polsce. To też w pewien sposób zasługa dobrze prowadzonego managementu z waszej strony?
– Kiedy wspominam początki kariery Adama, to muszę powiedzieć, że jak zwykle, początki były trudne. Polski Związek Narciarski nie zawsze dysponował środkami transportu, brakowało odpowiedniej infrastruktury oraz na odpowiednim poziomie know-how. My byliśmy bogaci w doświadczenie oraz w środki potrzebne do tego, aby stworzyć dobrze zapowiadającemu się sportowcowi najlepsze warunki pracy. Ważna była koordynacja startów, logistyka i wreszcie pieniądze. Te wszystkie czynniki oraz wielka praca Adama doprowadziły do jego późniejszych sukcesów.

– Trzeba mieć nosa do tak wielkich talentów?
– Adamem najpierw zainteresował się Andreas Goldberger, który wyczuł drzemiący w nim wielki talent. Trenerem polskiej kadry był wówczas Pavel Mikeska i w Obersdorfie wspomniał nam, że Adam świetnie rokuje, ale potrzebuje sponsora, który go wspomoże w rozwoju. Ale o ile pamiętam, pierwsza prośba ze strony związku narciarskiego dotyczyła udostępnienia samochodów dla zawodników. Dzisiaj wydaje się to banałem, ale wtedy był to prawdziwy problem dla PZN. Nie tylko udało nam się rozwiązać problem transportu, ale poszliśmy dalej, zapewniliśmy lepsze warunki treningowe, wysokiej jakości sprzęt sportowy, etc. I tak się zaczęło.

– Czyli w tle, jak zwykle, czaiły się pieniądze…
– Niestety, sam zapał i ciężka praca oraz sportowa konsekwencja bez pieniędzy nie wystarczają. Wszystko kosztuje. Hotele, sale treningowe, treningi na skoczniach, wyposażenie, medycyna i fizjoterapia to są ogromne sumy i bez hojnych sponsorów nie do osiągnięcia. Sukces w sporcie coraz bardziej jest uzależniony od finansów…

– Jakie cechy powinien posiadać agent-manager sportowy?
– Trzeba być przede wszystkim szczęściarzem. Ale tak poważnie to na sukces w tej branży składa się wiele czynników, które muszą ze sobą harmonizować i wzajemnie się uzupełniać. Agent sportowca powinien mieć przede wszystkim zdolności negocjacyjne, zdolności przywódcze, być konsekwentnym, mieć umiejętność budowania relacji oraz otwartość, może nawet kosmopolityzm, że już o śpiewającej znajomości swojej branży, w której się porusza nie wspomnę. Przydaje się także wiedza z obszaru PR, dobre rozeznanie w potencjalnych firmach sponsorskich oraz podstawowa wiedza dot. obsługi prawnej. Bo to przecież my odpowiadamy za kontrakty reklamowe.

– Dochodzą coraz nowe dyscypliny sportu, które przed telewizory i inne media przyciągają rzesze widzów. Czy podstawowym czynnikiem decyzyjnym dla potencjalnych sponsorów jest słowo-klucz, czyli oglądalność?
– Po sukcesach Adama, ale także po wielkich spektakularnych zwycięstwach i sukcesach innych Europejczyków, zwłaszcza moich rodaków, skoki przyciągały i przyciągają przed telewizory miliony widzów. Dla potencjalnego sponsora ważna, o ile nie najważniejsza, jest oglądalność. Reklamowany na nartach, kasku brand idzie w świat. To ułatwia nam też zadanie w pozyskiwaniu reklamodawców i sponsorów. Mogę się teraz mylić w procentach, ale sukcesy Adama spowodowały, że przed telewizorami w Polsce w czasach jego największych sukcesów zasiadało 7-8 milionów ludzi, to tak jakby cała Austria oglądała transmisje telewizyjne. Niewyobrażalne, jak sukces jednego sportowca może zmienić zachowania – nazwijmy je – konsumenckie.

– Europa Wschodnia leży w obszarze zainteresowań zachodnich managerów sportowych. Podobno interesuje się pan skoczkami rosyjskimi?
– Kolejna olimpiada zimowa w Soczi powoduje takie zainteresowania i jest to naturalne. Rosjanie mają ogromny potencjał i mobilizują się na pierwszą zimową olimpiadę rozgrywana w swoim kraju. To wielki, bardzo ambitny kraj ze wspaniałym zapleczem sportowym i ogromnymi talentami. Tym talentom trzeba pomóc i to profesjonalnie. My z kolei mamy doświadczenie, kontakty i znamy animatorów sportów zimowych, ba, nawet ikony tych dyscyplin sportowych, ciągle aktywnych, z dużym bagażem doświadczeń. Dlatego chcemy te nasze doświadczenia wykorzystać, np. we współpracy ze sportowymi instytucjami rosyjskimi.

– Czy Zakopane jest także dla pana – jak dla wielu uczestników zawodów Pucharu Świata – takim magicznym miejscem?
– Zakopane, pomimo że mamy w państwach alpejskich wiele przepięknych miejsc, jest rzeczywiście miejscem wyjątkowym. Wiem, że zawodnicy zawsze z niecierpliwością czekają na zawody w stolicy polskich Tatr. Tam jest po prostu znakomita atmosfera sportowa i kibicowska. Te tłumy, które przychodzą pod skocznię są imponujące. Wszystkim udziela się atmosfera festynu, wielkiego święta sportowego i pomimo że nie zawsze wygrywa Adam. Tam kibicuje się sportowcom z duża sympatią i atencją dla innych nacji, jak choćby dla Schmidta czy Hanavalda. To takie wzorowe zachowanie kibiców, które powinno być przykładem dla innych wydarzeń sportowych. Bo sport ma ludzi łączyć, a nie dzielić i to się w Zakopanem dzieje.

– Kto ma szansę zastąpienia Małysza po jego odejściu z kadry narodowej?
– Widzę duży potencjał w tzw. młodej kadrze. Latem zresztą pokazali, że drzemią w nich duże możliwości. Zapewne Kamil Stoch jest skoczkiem wybijającym się z tej grupy. Muszą jednak dużo pracować, przede wszystkim latem i ustabilizować formę sportową. Widzę jeszcze inny talent, tj. Dawida Kubackiego. Młodzi skoczkowie maja tę możliwość, że pod ręką mają wielkiego Adama, od którego mogą się wiele nauczyć i… liczyć na nasze wsparcie.


Co lubi Johannes Gschwendtner?
Pióra - nie używa, pisze na komputerze
Ubrania - styl włoski
Wypoczynek - w Alpach, albo w ukochanym Mondsee
Kuchnia - pod każdym względem włoska
Restauracja - jest ich kilka, zwłaszcza w Salzburgu
Samochód - zawsze Mercedes
Hobby - kolarstwo górskie, golf, narciarstwo oraz koncerty ulubionych grup rockowych, za którymi jest w stanie jeździć po całym świecie
  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl nk.pl blip.pl twitter.com

Komentarze

  

Dodaj komentarz (10-500 znaków)

manager