Przy dobrze prowadzonej polityce zakupowej przedsiębiorstwa teoretycznie mogłyby optymalizować swoje budżety zakupowe o 3 do nawet 15 procent. Wszystko zależy od profilu firmy, rodzaju zakupów, chęci i motywacji. - Szefowie działów zakupu w 90 procentach swojej pracy codziennej skupiają się na sprawach bieżących, na ciągłym gaszeniu ognia. Pięć procent odpoczywają i pięć procent myślą strategicznie jak znaleźć dobrego dostawcę. Jeśli nie ma dobrego systemu motywacyjnego w firmie, który inspiruje ich by poszukiwać tańszych dostawców, a rozliczani są z tego, żeby dostawa przyszła na czas, nie mają potrzeby by szukać innych dostawców i obniżać kwoty dostaw. Skupiają się na sprawdzonych, nie zawsze najtańszych dostawcach – tłumaczy Łukasz Sokołowski, country manager Kloepfel Consulting na Polskę.
Częstym argumentem w planowaniu sieci dostawców jest gwarancja bezpieczeństwa dostaw i jakości, jaką chce mieć z jednej strony firma, z drugiej zaś zapewnienia dostawców, że choć są drożsi, zapewniają np. ciągłość dostaw i dają gwarancje, że nic się nie wydarzy w relacjach handlowych. Wyraźnie widać to choćby na przykładzie niektórych instytucji finansowych, które od firm zajmujących się np. ochroną konwojów kupują zawyżone usługi w stosunku do rynkowych stawek. Najlepiej sprzedaje się strach, więc nie ma co dziwić się sytuacji, gdy jedna z instytucji finansowych w Warszawie od ponad pięciu lat współpracuje tylko z jedną firmą konwojującą nie zmieniając stawek, mimo że te na rynku zmieniły się już dawno na niższe. Przepłacanie o 20 proc. w stosunku do konkurencji wynika ze słabego „umocowania” w strukturze organizacyjnej osoby odpowiedzialnej za tego rodzaju zakupy, która nie mając motywacji do zmian sama nie chce podejmować radykalnych kroków. (PMG)








































