Jesteś w: Manager » Rynek

MM, 2019/09: rozmowa z Patrycją Kwiatkowską-Mizerą, dyrektor zarządzającą R4S Consulting, o współpracy z sześcioma partnerami firmy, z których każdy mógłby być prezesem korporacji

05.09.2019 08:21  Rynek



Redakcja: Jak to jest wejść do firmy prowadzonej przez sześciu partnerów i nimi zarządzać?

Patrycja Kwiatkowska-Mizera: Bardzo trudne i fascynujące.

Trudne, bo?

Proszę sobie wyobrazić sześć silnych osobowości, z których każda ma ogromne doświadczenie, jest rozpoznawalna, zarządzała różnymi grupami ludzi, dużo osiągnęła w życiu. To nie są łatwi zawodnicy w obsłudze... 

A fascynujące...?

Każdy z nich ma dziesiątki pomysłów, jest niezwykle kreatywny. Moi koledzy mogliby właściwie utworzyć sześć niezależnych firm doradczych i każda z nich dałaby sobie spokojnie radę. Kiedy jednak są razem, ta synergia daje fantastyczne efekty. Nie ma dziś w Warszawie drugiej takiej firmy, z tak ogromnym potencjałem, tak dynamicznej i kreatywnej. Niedawno mieliśmy warsztat z jednym z najlepszych specjalistów od doradzania w przekształcaniu firm i zarządzaniu nimi, który zna bardzo wiele najlepszych polskich i międzynarodowych przedsiębiorstw. Powiedział, że każdy znany mu szef czy właściciel firmy marzyłby o tak kreatywnym zespole liderów.

No to po co tam wzięli jeszcze panią?

Ponieważ ktoś musi nimi zarządzić! A kto, jeśli nie jeszcze silniejsza kobieta?! Mówię to trochę żartem, ale ten potencjał trzeba umieć utrzymać w ryzach. Mam doświadczenie w zarządzaniu kilkoma międzynarodowymi organizacjami w kraju i za granicą, także w korporacjach, i to doświadczenie bardzo uzupełnia kompetencje moich kolegów. Pomaga nam rozwijać profesjonalną organizację. 

Porozmawiajmy jeszcze chwilę o partnerach... 

Nasza najmocniejsza strona to ludzie, spółka opiera się na silnym fundamencie, doświadczonych partnerach. Wiadomo, że Adam Hofman był przez lata spin doktorem PiS, a Mariusz Sokołowski tak samo długo był rzecznikiem Komendy Głównej Policji w czasach, kiedy rządziła obecna opozycja. Firmę tworzyli od początku ludzie z bardzo szerokimi kontaktami, z głębokim rozumieniem biznesu, polityki i mechanizmów rządzących administracją. Michał Wiórkiewicz, który był trzecim założycielem firmy, przez dwa lata pracował jako asystent dwóch prezesów Rady Ministrów w latach 2005–2007. Obserwował pracę centrum państwa z bardzo bliska.

Pozostali trzej partnerzy mają jednak inne doświadczenie.

Tak, i to stanowi o sile R4S, dlatego praca tu jest tak fascynująca. Robert Pietryszyn był prezesem Grupy Lotos  SA, wiceprezesem PZU SA. Jako prezes spółki Wrocław 2012 prowadził największą w powojennej historii Wrocławia inwestycję, budowę nowoczesnego stadionu na Euro 2012. Zdobył doświadczenie i w przeprowadzaniu dużych inwestycji, i w zarządzaniu, i we współpracy z samorządem, bo robił to w czasie, kiedy prezydentem Wrocławia był Rafał Dutkiewicz. 

Dwaj pozostali partnerzy przyszli z mediów.

Sławek Jastrzębowski kierował największymi tabloidami w Polsce. Był zastępcą redaktora naczelnego „Faktu” i naczelnym „Super Expressu”. Nie zdaje pan sobie sprawy, jak szerokie kontakty, wiedzę o Polsce i mechanizmach polityki oraz życia publicznego ma szef tabloidu. Każdy, kto się liczył w Polsce, zabiegał o dobre relacje z człowiekiem, który decydował, co będzie na czołówce „Super Expressu”. Igor Janke ma jeszcze inne doświadczenie. Kierował najpoważniejszymi mediami w Polsce, był naczelnym PAP, szefem działu politycznego „Rzeczpospolitej”, prowadził programy w stacjach radiowych i telewizyjnych, pisał książki o premierze Węgier i obecnym szefie polskiego rządu, zanim trafił on do polityki. Teraz, niezależnie od pracy w R4S, kieruje think tankiem Instytut Wolności i prowadzi tam m.in. Szkołę Przywództwa. Nasi partnerzy mają więc bardzo duże rozumienie i polityki krajowej oraz samorządowej, i mediów, i biznesu. 

To przyciąga klientów czy może budzić obawy?

Klientów przybywa nam błyskawicznie, co stawia przed nami wielkie wyzwania organizacyjne. Właśnie moim zadaniem jest przebudowa wewnętrznej struktury firmy, wzmacnianie zespołu konsultantów i nadzorowanie, by obsługa klientów była na najwyższym poziomie. Muszę się zderzać z tak prozaicznymi problemami jak rozbudowa biura. A kiedy pracuje się w jednym z najbardziej prestiżowych biurowców w Warszawie i nie chce się tego prestiżu obniżać, znalezienie odpowiedniego miejsca nie jest takie łatwe.

Specjalizujecie się więc w komunikacji medialnej i public affairs?

Tak, ale mamy trzecią bardzo silną nogę i poza zespołem partnerów to nas wyróżnia na rynku. Budujemy bardzo silne kompetencje w sferze digital. Mamy znakomity zespół informatyków i programistów, który opracował autorskie rozwiązania pomagające nam docierać do rozmaitych grup odbiorców z interesującym klienta przekazem. 

Co to za rozwiązania?

Zarządzamy nastrojem w sieci. Poza tym, że obsługujemy fanpage’e i konta klientów w praktycznie wszystkich mediach społecznościowych, zajmujemy się pozycjonowaniem ważnych dla klientów treści w wyszukiwarkach, tworzymy strony internetowe, możemy bardzo precyzyjnie geotargetować przekaz, by np. ludzie pracujący w konkretnym budynku odebrali przekaz klienta, przeczytali ważny dla niego tekst. Żeby precyzyjnie odczytać potrzeby rynku, korzystamy z big data, z największych na świecie hurtowni danych, jako jedyni możemy śledzić automatycznie dyskusje nawet w zamkniętych grupach społecznościowych i reagować na pojawienie się ważnych dla klientów głosów. Używamy sztucznej inteligencji do generowania odpowiednich treści, możemy dziś powołać dowolną liczbę oficjalnych przedstawicieli klienta, którzy będą uczestniczyć w dyskusjach w sieci. 

To narzędzia pomagające budować wizerunek w sieci?

Tak, ale nie tylko. Coraz częściej pomagamy naszym klientom w marketingu i sprzedaży. Często też używamy narzędzi digital w kampaniach public affairs. To znakomite narzędzie do wpływania na opinie decydentów i kluczowych osób opiniotwórczych. Mamy przekonanie, że to najbardziej rozwojowa i przyszłościowa część naszej firmy. W jej rozwój angażujemy dużo czasu i środków. Mamy poczucie, że tu wyprzedziliśmy rynek.

Pracujecie tylko dla wielkich przedsiębiorstw? Mówi się, że nie jesteście tanią firmą.

Mamy bardzo zróżnicowany portfel usług i klientów. Nasze usługi kosztują tyle, ile są warte. Niektóre są rzeczywiście drogie, ale mamy też pakiet usług dla średniej wielkości polskich przedsiębiorstw, który nie jest drogi, ale zapewnia solidną codzienną obsługę public relations. Pracujemy więc i dla wielkich międzynarodowych korporacji, i dla dużych krajowych firm, i tych dopiero rosnących. Ponad 95 proc. z nich to podmioty prywatne.

Podobno pracujecie też za granicą?

Tak, docelowo chcemy się stać agencją środkowoeuropejską. Mamy już swoich ludzi w Londynie i Budapeszcie. Na Węgrzech obsługujemy pierwszych klientów, w Londynie raczej szukamy tych, którzy prowadzą bądź chcą prowadzić biznes w Polsce lub innych krajach CEE. Kolejny krok to Praga.

Wspomniała pani o zmianach wewnątrz firmy. Na czym one polegają?

To trudne zadanie. Przekształcenie małej, butikowej firmy, którą był początkowo R4S, w dużego gracza w tej kategorii to wyzwanie. Zwiększamy zatrudnienie, ciągle szukamy bardzo dobrych ludzi, zmieniamy wewnętrzną strukturę, tworzymy wyspecjalizowane zespoły, budujemy system kontroli jakości. Wiemy, że najważniejsze jest, aby wraz ze wzrostem utrzymać i zwiększyć poziom obsługi klientów. Dużo rozmawiamy o standardach pracy. Jako chyba pierwsza agencja PR/PA w Polsce wprowadzamy wewnętrzny system compliance właśnie po to, by tworzyć najwyższe standardy i profesjonalne, i etyczne. Klienci oczekują naszej skuteczności, ale i pewnego bezpieczeństwa. Gramy długofalowo i wykluczamy chodzenie na skróty. 

Jak radzicie sobie z konkurencją?

Konkurencja na tym rynku jest ogromna. Podchodzimy z pokorą do innych doświadczonych graczy. Nie mamy problemu z tym, by współpracować z innymi agencjami, chętnie się uczymy od naszych kolegów z innych firm, czerpiemy z doświadczeń tych, którzy są na rynku dłużej. Jednocześnie ciężko pracujemy, by tworzyć przewagi konkurencyjne, i mam przekonanie, że już je mamy. Nasi klienci to dostrzegają. Co ciekawe, mając tak doświadczony zespół liderów, sami ciągle się uczymy. Igor jeździ na międzynarodowe konferencje polityczno-gospodarcze, Mariusz wykłada na uczelniach, Adam właśnie zaczyna MBA na Harvardzie. Każdy z nas stara się ciągle podnosić kompetencje i uczyć nowych rzeczy.

A co jest największym problemem R4S?

Konieczność ciągłej zmiany. Ten problem jest zarazem naszą silną stroną, bo mimo że wszyscy mamy duże doświadczenie i z niejednego pieca jedliśmy chleb, to rozumiemy, że ciągle musimy się uczyć i zmieniać. Przyznam, że ta gotowość do zmiany zaskoczyła mnie u moich partnerów. Myślałam, że będą bardziej oporni... Innym realnym problemem jest konieczność poszukiwania najlepszych ludzi na rynku, a to jest trudne.

Czy jest coś, z czym R4S nie daje sobie rady?

Nie ma u nas takiego pojęcia. Zawsze szukamy nowych rozwiązań i dla naszych klientów, i dla siebie. Chcemy rosnąć i być najbardziej innowacyjną doradczą firmą komunikacyjną w tej części Europy. Bacznie obserwujemy, w jakim kierunku rozwijają się świat, komunikacja, biznes, i chcemy być gotowi, by naszym klientom w tym rozwoju towarzyszyć.

rozmawiał Jarek Dotka

  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl nk.pl blip.pl twitter.com

Komentarze

  

Dodaj komentarz (10-500 znaków)

manager