Rozmowa z Arturem Zdybickim, prezesem Zarządu Polenergia S.A.
– Chciałoby się zacząć, od parafrazy Wyspiańskiego, „Co tam panie w energetyce”?
– Odpowiem w tym samym klimacie – „Wszyscy trzymają się mocno”. Główni gracze, w tym Polenergia S.A., ugruntowują obecnie pozycje liderów w poszczególnych segmentach rynku energetycznego. Polenergia jest pierwszą polską prywatną grupą energetyczną, której strategicznym obszarem działania są inwestycje w innowacyjne i ekologiczne projekty. Jesteśmy zorientowani na realizację projektów rozproszonego wytwarzania, dzięki czemu swoim klientom oferujemy kompleksowe i sprawdzone rozwiązania.
– Od trzech lat jest pan prezesem Polenergii, czy już wcześniej interesowała pan energetyka?
– Z energetyką w szerokim rozumieniu tego słowa jestem związany już od 1999 roku. Wtedy pracowałem dla koncernu E.ON, który był akcjonariuszem Polenergii. W 2003 roku zostałem wiceprezesem Polenergii, a od 2008 roku odpowiadam za rozwój i strategię grupy, pełniąc obowiązki prezesa zarządu.
– A jaka była droga do tego stanowiska?
– W 1996 roku ukończyłem studia na warszawskiej SGH, a następnie uzyskałem dyplom MBA w austriackim Krems, bardziej znanym ze znakomitych win w dolinie Wachau. Tamtejsza szkoła jest ściśle związana z kalifornijskim UCLA, m.in. poprzez wspólny program MBA. Po półtorarocznych studiach obroniłem pracę. Miałem dużo szczęścia, bo na mojej drodze pojawił się dr Veit Sorger, wieloletni szef grupy Frantschach (aktualnie Mondi Group), która na początku 1998 r. kupiła zakłady celulozowe w Świeciu nad Wisłą. Poszukiwał młodych ludzi z dyplomami MBA, którzy mogliby sprostać niełatwemu wtedy zadaniu zarządzania spółkami. Już funkcjonowały e-maile, wysłałem swoje CV i po tygodniu byłem w Świeciu. Pierwszy kontakt z nowym miejscem pracy nie należał do najprzyjemniejszych. Załoga była wrogo nastawiona do nowego właściciela, nastroje wewnątrz firmy były mocno napięte. W takich okolicznościach zostałem kontrolerem finansowym ściśle współpracującym z centralą w Wiedniu i podjąłem pierwsze poważne zawodowe wyzwanie.
– I tam zdobywał pan pierwsze ostrogi biznesu?
– Zajmowałem się przede wszystkim kontrolingiem finansowym oraz byłem odpowiedzialny za powołanie nowej spółki, która miała produkować worki w Specjalnej Strefie Ekonomicznej EURO-PARK w Mielcu. Moim zadaniem było stworzenie odpowiedniego biznesplanu, który przekona zarząd strefy do naszej inwestycji. Kiedy już doprowadziłem do szczęśliwego końca ten projekt, odszedłem z firmy do PreussenElektra (później E.ON Polska), gdzie zostałem dyrektorem finansowym i administracyjnym. Już miałem wyjeżdżać do centrali E.ON Energie w Monachium i tam objąć funkcję koordynatora potencjalnych akwizycji w Polsce, kiedy kolejne zrządzenie losu spowodowało, że przyjąłem propozycję pracy w Polenergii. I tak zaczęła się moja przygoda z energetyką pisaną przez duże E. Kiedy zostałem wiceprezesem, spółka była w nienajlepszej kondycji. Nie było strategii i planów działania. Nieznane były kierunki rozwoju. Ten trudny początek zwiastował ogrom zagadnień do uporządkowania. Wiedziałam, że stoję przed dużym wyzwaniem. Trzy lata później zamknęliśmy rok z obrotami przekraczającymi 600 mln zł przy kilkunastu zatrudnionych osobach. Wtedy właśnie zrozumiałem, że aby zaistnieć na rynku trzeba przełamywać monopole. Teoretycznie można było swobodnie wybierać dostawców energii, ale w praktyce konkurencja blokowała wszelkie przejęcia klientów w obawie przed utratą pewnych i stałych przychodów. Pierwszy sukces osiągnąłem na przełomie 2003/2004 roku, kiedy przełamałem monopol Stoenu w Warszawie. Polenergii udało się przejąć zasilanie w Biznes
Parku Mokotów przy ulicy Wołoskiej. Następnym spektakularnym sukcesem było wygranie pierwszego przetargu na dostawę energii dla PKP Energetyka.
– Czyli w waszym przypadku sztuka polega na znalezieniu klientów na energię, której nie wytwarzacie, a tylko znajdujecie końcowego odbiorcę.
– Posłużę się tutaj takim książkowym przykładem. Załóżmy, że masz jednego klienta, który pracuje na jedną zmianę pomiędzy godz. 8 a 16 i charakteryzuje go gigantyczne zużycie. Trzeba teraz dobrać innego klienta, który pracuje zużywając energię w pozostałym czasie. Obrót energią, to proces optymalnego doboru klientów, którego efektem jest uzyskanie możliwie płaskiego profilu zużycia, a tym samym znaczące oszczędności w zakupie prądu.
– Ale na czym polega wasza atrakcyjność?
– Obecnie Polenergia to nowoczesna grupa inwestycyjna, która zorientowana jest na przyjazne i elastyczne relacje z klientami. Prokonsumenckie nastawienie było od początku naszą niewątpliwą przewagą konkurencyjną. Kiedyś zakłady energetyczne w ogóle nie były elastyczne i dlatego naszej szansy rozwoju zawsze upatrywałem w sferze obsługi klienta. Kolejnym naturalnym etapem w realizacji strategii grupy było poszukiwanie nowych, obiecujących segmentów rynku. Tak zrodził się pomysł budowania własnych linii przesyłowych. Pewnego dnia Dom Development i ich inwestycja Osiedle Marina Mokotów miał problemy z pilnym przyłączem do sieci elektroenergetycznej. Dawano termin do 18 miesięcy. My to wyzwanie zrealizowaliśmy w 3 miesiące, zyskując 1 600 klientów. I dalej wszystko potoczyło się siłą rozpędu w Świnoujściu, Żarnowcu, Tczewie. W tym czasie zainteresowaliśmy się nowym projektem Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Dwie wielkie inwestycje Oriona i Sharpa oraz ich kooperantów oczekiwały na przyłączenie do sieci. Dzięki wielkiemu poparciu miejscowych władz już po 6 miesiącach oddaliśmy do użytkowania główny punkt zasilania 110/15 kV pod Toruniem. Wartość tej inwestycji przekraczała 20 milionów złotych. W 2008 roku rozpoczęła się restrukturyzacja grupy i cały obrót energią został przeniesiony do czeskiej Pragi.
Polenergia stała się grupą kapitałową, która skupia się na obrocie zieloną energią, dystrybucją energii elektrycznej oraz gazu, produkcją energii z biogazu, małą kogeneracją, wspólnie z partnerem przygotowaniem projektów farm wiatrowych oraz samochodami elektrycznymi. Wzbudzenie rynku mobilności elektrycznej w Polsce to nasz kolejny pionierski projekt, tym razem w ramach spółki e+. Uruchomiliśmy już pierwsze 12 punktów doładowań zlokalizowanych w najlepszych galeriach handlowych Warszawy, klientom komercyjnym oferujemy kompleksową usługę w zakresie długoterminowego najmu auta elektrycznego, a ostatnio klientom detalicznym daliśmy możliwość krótkoterminowego wynajmu w ramach współpracy z siecią wypożyczalni aut Express.
– Stawiacie na energię odnawialną?
– Zamierzamy zostać liderem w Polsce w segmencie biogazu. Obecnie kończymy budowę trzech biogazowni, kolejne projekty są w przygotowaniu. Ich unikalną cechą jest fakt, iż są to w pełni komercyjne przedsięwzięcia finansowane na zasadach project finance. Mamy duże szanse na żółtą koszulkę lidera.
– Zaowocowały w zarządzaniu doświadczenia wyniesione z Austrii oraz Niemiec?
– U moich poprzednich pracodawców byłem od razu wrzucony na głęboką wodę i miałem możliwość nauki patrząc na bezpośrednich decydentów. Obserwowałem rynkowych gigantów podczas głębokiej restrukturyzacji oraz uczestniczyłem w due diligence przy wielomiliardowych procesach prywatyzacji. W naszej radzie nadzorczej mieliśmy dr. Hariga, szefa koncernu E.ON. Uważnie przyglądałem się jego ekipie i podziwiałem kunszt zarządzania.
– Czyli nauka od najlepszych?
– Zawsze starałem się uczyć od najlepszych i zapraszać do współpracy nietuzinkowych ludzi. Nie przeciętnych, ale tych najlepszych. Tylko znakomita ekipa fachowców, pasjonatów gwarantuje sukces. Na początku posiłkowałem się profesjonalistami z zakładów energetycznych, bo byli to jedyni doświadczeni fachowcy na rynku. Były i cienie tego pomysłu. Jak ten fachowiec stał po drugiej stronie stołu i miał negocjować z poprzednim pracodawcą, czyli zakładem energetycznym, nie dawał rady. Wcześniej genialnie sprzedawał i negocjował, bo robił to z pozycji siły. Ale mam też dobre doświadczenie, bo udało mi się zatrudnić znakomitego fachowca, który był moim konkurentem w przetargu dla PKP Energetyka. Po pół roku wreszcie podpisałem z nim kontrakt, a on wręczył mi wtedy raport roczny, gdzie był na okładce. I to jego przejście do Polenergii spowodowało, że cały raport z jego fotografią na okładce poszedł do kosza, bo jak pokazać raport z ludźmi, którzy już pracują dla innej firmy.
– Na czym polega wasza siła?
– Dla nas klient jest najważniejszy. Staramy się przygotowywać ofertę na miarę jego potrzeb i oczekiwań. Rozkładamy opłaty w czasie, oferujemy specjalne warunki zasilania czy elektroniczne odczyty liczników. Na tym elastycznym podejściu zyskujemy nowych klientów. Stoi za nami polski kapitał, jesteśmy konsekwentni w swoich działaniach.
– A plany na przyszłość?
– Polenergia, oprócz dystrybucji energii i gazu, jest zieloną stroną holdingu. Mamy projekty wiatrowe, mamy biogaz, mamy auta elektryczne. Rozwijamy też bardzo duże projekty odnawialnych źródeł energii, o czym szczegółowo nie mogę powiedzieć, bo obowiązuje mnie tajemnica. Energetyka jest naszym strategicznym obszarem działania. Przypomnę, że jako Polska mamy zobowiązanie, aby w 2020 roku osiągnąć 15 proc. energii wytwarzanej w odnawialnych źródłach.
– A jak się pozycjonujecie w ważnym zagadnieniu – dywersyfikacja i bezpieczeństwo energetyczne kraju?
– Optymalnie skonstruowana grupa energetyczna powinna kontrolować cały łańcuch procesu, czyli od wytwarzania, poprzez dystrybucję, aż po końcowego odbiorcę energii elektrycznej. W segmencie wytwarzania, oprócz źródeł pracujących w tzw. podstawie, nie wolno zapomnieć o źródłach gazowych (kogeneracyjnych) oraz odnawialnych. Poprawna dywersyfikacja w wytwarzaniu oznacza bezpieczeństwo energetyczne. Gruntownej modernizacji wymagają sieci przesyłowe oraz dystrybucyjne, które zagwarantują niezakłócone dotarcie energii do finalnego odbiorcy.
– Macie coraz więcej klientów?
– Przyrost klientów jest bardzo dynamiczny, w samej działalności dystrybucji energii elektrycznej zaufało nam już ponad 7 tys. klientów. W planach mamy rozwój organiczny, ale też przejmowanie klientów od innych operatorów. Nie jest to łatwe. Naturalne jest, że jak buduje się dom to po energię elektryczną z przyzwyczajenia udaje się do dotychczasowego dostawcy, który jest znany i z którego usług się korzystało.
– Czy jesteście konkurencyjni do innych operatorów na rynku?
– Klient przyłączony do naszej sieci płaci nam według taryf zatwierdzonych przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, które są zazwyczaj zbliżone do cen zakładów energetycznych. W zakresie dostaw energii, które w znaczącej części nie podlegają procesowi taryfikacji, staramy się tak konstruować ofertę, aby klient był zadowolony i od nas nie odchodził. Na pewne zewnętrzne mechanizmy nie mamy jednak wpływu. Na przykład, sieciowe sklepy, które organizują przetargi na dostawę energii do wszystkich swoich punktów w kraju, a nawet w całej Europie, pomimo atrakcyjnych warunków handlowych Polenergii, przechodzą do innego dostawcy, który globalnie zaoferował najniższą stawkę.
– A co wam przeszkadza?
– Biurokracja jest w tym przypadku jedynym hamulcowym.
– Wspomina pan, że będziemy mieli problem z energią. I jak temu zaradzić?
– Jest to nadal zaniedbywany temat. Budowa elektrowni to nie proces, który można przeprowadzić w rok czy dwa. Trzeba działać z dużym wyprzedzeniem, bo że deficyt prądu w Polsce będzie, to jest pewne. Pytanie, jak długo będzie można wykorzystywać te stare bloki, które mają średnio prawie 40 lat, płacić kary, aby nie doszło do blackout’u. Czujemy się odpowiedzialni, dlatego jako grupa przygotowujemy projekty, aby tej potencjalnej zapaści przeciwdziałać. Tu widzę ogromną rolę organów władzy państwowej w popieraniu takich inwestycji i inicjatyw. Wielką szansą może być tranzyt energii do Niemiec z Ukrainy. Ostatnio Niemcy zdecydowali się stopniowo zamykać swoje elektrownie jądrowe. Nie trzeba być fachowcem, aby przewidzieć, że w Niemczech nastąpi ogromny deficyt energii. Szansą byłby import np. z Ukrainy, która ma nadwyżkę podaży sięgającą 40 proc. Powinniśmy wzmocnić nasze sieci przesyłowe i oprócz zysku na tranzycie, uzyskać dodatkowe przychody z arbitrażu spowodowanego różnicą cen w zachodniej i wschodniej Europie. Byłaby to typowa sytuacja win-win, jako Polska zarobimy na przesyle i handlu energią oraz wzmocnimy bezpieczeństwo energetyczne. Ale teraz jestem skoncentrowany na rewolucyjnym projekcie, związanym z energią odnawialną. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy go mogli zaprezentować publicznie.
– A co z gazem łupkowym?
– Mam podejrzenia, że ta krytyka, to deprecjonowanie samej idei, jest podkręcane przez tych, którym zależy, żeby nagle Polska nie stała się mocarstwem energetycznym. Jeśli ten projekt wypali, to sądzę, że bezpieczeństwo energetyczne Polski będzie faktem dokonanym.
Co lubi Artur Zdybicki?

Zegarki - Ulysse Nardin
Pióra - Pelikan
Wypoczynek - „Nie lubię tych samych miejsc. Uwielbiam podróże. Marzę o dalekiej Azji i Ameryce Południowej. Bardzo miło wspominam Armenię.”
Kuchnia - azjatycka – chińska i japońska
Samochód - ekologiczny i elektryczny firmy Tesla
Hobby - jogging, biega od 11 lat, codziennie 7 km
przed pracą. „Biegam wszędzie, czy jestem na statku, czy w podróży służbowej. Nawet zima mi nie przeszkadza, rekord to bieg przy -23°C. Jak się nie wybiegam, to mam niepoukładane myśli. W tym roku, tydzień po ukończeniu 40. lat, przebiegłem pierwszy mój maraton.”








































