Jesteś w: Manager » Golf » Golfowe podróże

Golfowa Japonia

24.11.2009 13:22  Golfowe podróże
Golfowa Japonia
Wielu panom spodobałoby się życie w Japonii. Cały tydzień pracuje się wprawdzie do wieczora, ale po pracy spędza się zawsze parę godzin z kolegami w pubie, barze karaoke, na pachiko lub… na driving rangu. Oczywiście dumna z męża żona pielęgnuje troskliwie dzieci i dba o dom. W weekendowe poranki mąż wita rodzinę, dowiaduje się, co słychać i wyjeżdża z kolegami lub klientami zagrać w golfa, co naturalnie zajmuje cały boży dzień.

Golf – obowiązek managera?

Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Golf to sprawa prestiżowa i symbol statusu. A ponieważ to nie tylko sport, lecz także ważny środek kommunikacji biznesowej, w latach 80. znane japońskie dzienniki publikowały listy członków najlepszych klubów golfowych. Zawierane w czasie gry znajomości posiadają bowiem także dzisiaj znaczenie strategiczne. Naiwne byłoby jednak stwierdzenie, że wszyscy japońscy menedżerowie kochają golf. Ponieważ jednak do ich obowiązkowych kompetencji należy posiadanie niskiego handicapu, zdarza się na driving range’u spotkać nieszczęśliwców, którzy z uporem maniaka odbijają piłki. Pocieszeniem jest, że duże firmy płacą swojej kadrze w ramach premii nie tylko green fees, lecz także koszty związane z przynależnością do klubu, a nawet wstępne opłaty członkowstwa, które, jak podaje się nieoficjalnie, w jednym z najlepszych klubów w Tokio wynoszą 600 000 $.

Chociaż to stosunkowo drogi sport, uprawia go w Japonii aż 17 milionów osób. Trochę relatywuje tę liczbę fakt, że Japończyków jest 127 milionów, czym zajmują 10. miejsce na świecie. Zaskakująca jest także ilość pól golfowych, która dochodzi do 2400, nie licząć około 500 najrozmaitszych driving range’ów i obiektów ćwiczeniowych. A to wszystko na niezwykle małym terenie, gdyż chociaż wielkość tego kraju wynosi ok. 378 tys. km² (Polska ok. 313 km²), to rozkłada się ona na 6852 górzystych, wulkanicznych wyspach, z których tylko pięć największych: Honsiu, Hokkaido, Kiusiu, Shikoku i Okinawa są centrami życia. Najwięcej skupisk pól i resortów golfowych jest na Honsiu, wokół dużych miast, na czele których stoi Tokio, największa aglomeracja świata (35 mln osób).

Te dane statystyczne mogą budzić wątpliwości, czy Japonia to ciągle jeszcze ten wspaniały kraj wschodzacego słońca i kwitnących wiśni, czy raczej wysoko uprzemysłowione, pełne dżungli masztów i kominów, przeludnione skupiska miast. W moim odczuciu fascynacja tym krajem polega na zaskakującej koegzystencji wielowiekowych tradycji i przepięknych zabytków kulturowych w kontraście do nowoczesnej architektury oraz wszechobecnej automatyzacji życia codziennego.

Turysto, nie będzie łatwo!


Przyczyn tego stanu jest kilka. Główną jest bariera językowa. Niestety nadal po angielsku można się porozumieć tylko w głównych miastach i ośrodkach turystycznych. W lipcu tego roku, w supernowoczesnym hotelu Richmond na lotnisku Narita z czterech recepcjonistów żaden nie mówił po angielsku! A było to konieczne, gdyż wszystko, łącznie z zaczekowaniem, otwieraniem windy czy dostępem do internetu odbywało się za pomocą specjalnych kart. Japończycy uczą się przez wiele lat i to z wielkim zacięciem angielskiego. Byłam zaskoczona widząc wysoki poziom testów mego syna w 11 klasie. Problem polega na tym, że ich system nauki jest ogromnie statyczny tzn. polegający na wykuciu na pamięć najdrobniejszych niuansow gramatycznych, bez nacisku na takie umięjętności jak mówienie czy rozumienie słuchowe. Wielu moich znajomych pisze wspaniałe emaile, ale rozmowa z nimi wymaga wielkiej cierpliwości. Japończycy mają kłopoty z literami  „r” i „l” , które często mylą doprowadzając dyskusje do absurdu. Przy tym nie ma nic gorszego dla Japończyka jak się skompromitować. Dlatego wielu z nich zapytanych woli udawać, że nie rozumie, a najchętniej rozpłynęliby się w tym momencie w powietrzu. Strach przed ośmieszeniem jest tak wielki, że lepiej podać zły kierunek, niż przyznać się, że nie zna się okolicy (uwaga turyści!).

To, że wiemy tak mało o Japonii jako destynacji golfowej, wynika także z zamkniętości tamtejszej golfowej społeczności w stosunku do obcokrajowców. Większość klubów japońskich to kluby prywatne lub półprywatne, na które wstęp mają tylko ich członkowie. Gościom zezwala się na grę tylko czasami i to w towarzystwie japońskiego członka klubu. Obcokrajowcom zamieszkałym w Japonii z reguły jest trudno „wkupić” się do klubu. Na pocieszenie: podobne problemy mają także japońskie panie. Niektóre kluby zastrzegają sobie bowiem, że członkowstwo mogą otrzymać tylko japońscy dżentelmeni. Widząc, jak niewiele pół golfowych posiada strony internetowe po angielsku można by wręcz sądzić, iż Japończycy pragną grać jedynie wśród „swoich”.
 

Na szczęście ta sytuacja ulega w ostatnich latach zmianie. Pojawiają się coraz częściej pola, których kierownictwo i trenerzy nie są Azjatami. Wielu z nich pomaga turystom i pracującym w Japonii obcokrajowcom w zorganizowaniu normalnego życia golfowego. Jednym z nich jest Benneth Galloway, menedżer w klubie i resorcie Gotemba w centralnym Honsiu. Ben doskonale zna trudności, jakie pojawiają się już przy próbach rezerwacji tee time, organizacji zakwaterowania czy transportu. Jako dziennikarz opisuje również na łamach amerykańskiej prasy japońskie pola golfowe oraz jest jednym z organizatorów portalu www.golf-in-japan.com, na którym znajdują się wszelkie informacje, dane techniczne, ceny i adresy kontaktowe dotyczące japońskich pól.

Kiedy i gdzie

Jak sobie każdy może wyobrazić architektura japońskich pól to niezapomniane wrażenia wzrokowe. Dopracowane do ostatniego detalu posiadają nawet drzewa i krzewy formowane do krajobrazu. Poziomem jakości dorównują najwyższym światowym standartom i w większości należą do trudnych. Jakkolwiek pierwsze pole powstało w roku 1901 koło Kobe i posiadało tylko 4 dołki. Dziś pola w Japonii są naszpikowane najróżniejszymi przeszkodami tak, że każde uderzenie piłki wymaga porządnego przemyślenia. Wiele z nich zostało zaplanowynych przez znanych architektów jak Jack Nicklaus, Robert von Hagge czy Jim Fazio.

Lato i zima w Japonii to długie pory roku. Na Honsiu, Kiusiu i Shikoku lato jest gorące, parne i deszczowe. Najwięcej opadów ma miejsce w czerwcu i lipcu. W sierpniu i wrześniu nad archipelag nadchodzą tajfuny powstające na zachodnim Pacyfiku. Najlepszy czas na wyjazd jest więc wiosną – od kwietnia do maja, lub jesienią – od października do listopada. Wtedy cała natura przybiera malowniczą szatę, jest przyjemnie ciepło i świeci słońce. Wtedy odbywa się także mnóstwo różnych imprez i festiwali. Chociaż Japonia leży na styku płyt tektonicznych i częściej w roku zdarzają się trzęsienia ziemi, a każdego dnia można spodziewać się wybuchu wulkanu lub nadejścia tsunami, to stworzone tam systemy ostrzegawcze gwarantują swobodne poruszanie się i dają całkowite poczucie bezpieczeństwa.

Planując partię golfa nie wolno zapomnieć, że tutejsze pola są silnie oblegane. W weekendy i święta na publicznych polach robi się rezerwacje na miesiące do przodu, a prywatne są dostępne tylko członkom.

Jeżeli nie uda się nam w miarę szybko dostać terminu, można zawsze pójść na driving range, co dostarcza również wielu wrażeń. Objekty te przypominają swą konstrukcją wielopiętrowe „ule”, z których strzela się piłką do sieci. Jak można w Japonii oczekiwać, jest to proces jest zupełnie zmechanizowany tzn. piłki ustawia automat na tee, a rozłożone na podłożu sieci zbierają je, aby później odtransportować na górę. Niektórzy zmieniają reguły gry i zamiast techniki swingu ćwiczą ilość piłek na godzinę. Szkoda tylko, że to trochę droga zabawa. Driving rangów jest wiele i widać je dobrze jadąc pociągiem. Z niezwykle gęstej zabudowy miejskiej wystają wysokie konstrukcje pokryte zielonymi sieciami.

Golfowe rytuały

Rakka-ki
Przed rozpoczęciem gry, w recepcji dostaje się w elegackim portfeliku elektroniczną kartę - rakka-ki (ang. locker key). Jest ona zastępczym środkiem płatniczym i identyfikacyjnym na terenie całego klubu. Rachunek wyrównuje się na końcu dnia.

Caddy-San

Na japońskim polu zawsze towarzyszy nam caddie. Są to najczęściej panie po czterdziestce. W trosce o swą cerę noszą kapelusze i woale, które mają chronić je przed słońcem. Caddie to chętnie wykonywany i szanowany zawód. Co prawda japońskie caddies nie władają językami, ale znają bezbłędnie wszelkie reguły gry i posiadają do perfekcji opanowane pole. Dobry caddie rozpoznaje od razu styl i możliwości gracza, podaje najlepszy w danym momencie kij i zawsze chwali strzał wołając “naisu sho” (ang. nice shot), co czasami pomimo dobrych intencji zakrawa na kpiny. W Japonii nie daje się napiwków, ale dobrego Caddie wynagradza się zwykle 1000 jenów* (na dzień). *ca. 12 USD

Ocha – gorąca, letnia lub z lodem
Zwykle można kupić w czasie gry różne napoje. W Europie wybiera się najczęściej zimne piwo, colę lub wodę. Japończycy natomiast najpierw piją gorącą zieloną herbatę (ocha), a potem dopiero piwo i inne napoje. Ocha może być świeżo parzona lub z puszki czy butelki, a podawana na gorąco, letnia lub z lodem.
Często panuje u nas opinia, że Japończycy są abstynentami lub piją mało. Zapewniam, że na tym polu nie musimy mieć kompleksów.

Hole-in- one, czyli będzie wydatek
Hole in one to w Japonii niewielki powód do uciechy. Marzenie każdego golfisty to zmora w Japonii, chociaż nie wolno tego przyznać. Szczęśliwiec musi bowiem obdarować współgraczy, a czasem i innych kolegów, za to, że dopomogli mu tak dobrze zagrać. A jakoże nie przystoi być skąpym i dawać breloczki, kupuje się drogie alkohole i sprzęt. Od tego szczęścia-nieszczęścia można się za jedyne 25 USD na rok ubezpieczyć.

Fore! i Fah!

Nie warto krzyczeć „Fore!” w Japonii, bo wszyscy stoją jak zamurowani i zastanawiają się, co mieliśmy na myśli. Od wypadku może uratować jedynie wykrzykiwanie “Fah!”, co jest japońską wersją naszego ostrzeżenia “Fore!”.

Lunch
Piękny zwyczaj: po 9-ciu dołkach idzie się na obiad. Zaprogramowana 45-minutowa przerwa przywraca siły i koncentrację.

Ofuro

Osiemnasty dołek to dopiero połowa zabawy. Na Hokkaido i Okinawie teraz dopiero spożywa się duży lunch. Wszędzie natomiast gracze idą do ofuro, czyli do japońskiej łaźni. Prawie wszystkie kluby lub resorty posiadają ofuro. Często są one zasilane przez gorące źródła wulkaniczne i wtedy nazywane są onsenami. Korzystanie z łaźni to cały rytuał, którego najprzyjemniejszą częścią jest leżenie lub siedzenie w kucki w gorącej wodzie. W Hakone w damskich łaźniach istnieje zwyczaj „Fujimizake” czyli picia sake i patrzenia na Fuji. Panom nie podaje się twardych alkoholi, bo podobno konsumpcja była zbyt duża.

Bar

Po kąpieli mało kto rusza do domu. Większość graczy w barze omawia dalej miniony dzień i plany na przyszły weekend.

Co z damskim golfem?

Oczywiście istnieje także o czym świadczą takie nazwiska jak Okamoto Ayako, która swój najlepszy sezon miała w roku 1987. Wtedy po kilku zwycięstwach w LPGA została najlepiej zarabiającą golfistką świata oraz przyznano jej, pierwszej nie-Amerykance, tytuł gracza roku LPGA. Młodsza generacja lepiej zna zawsze modnie ubraną, 24-letnią Miyazato Ai, która od paru lat należy do czołówki LPGA, a w tym roku wygrała Evian Masters. Ale to nie te nazwiska spowodowały w ostatnich latach wzrost zainteresowania golfem wśród Japonek. To przystojny Ryo Ishikawa, 43. pozycja na liście rankingowej PGA, jest magnesem i idolem nie tylko młodych pań. Jego gra przyciąga wiele wielbicielek, które także same zaczynają grać. Ten proces podchwyciła firma Bridgestone i od razu wydała specjalnie dla japońskich pań piłki z nadrukiem „Hello Kitty”.
 
Tekst i fot.: Janina Maroschik
“Golf24 Magazine” nr 12
Artykuł pochodzi ze strony:
golf24.pl

an

 

  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl nk.pl blip.pl twitter.com

Komentarze

   → Zobacz wszystkie

Najnowsze

Dodaj komentarz

manager