Jesteś w: Manager » Golf » Sprzęt golfowy

Nauka w służbie golfa

22.12.2008 08:40  Sprzęt golfowy
 Nauka w służbie golfa
Zastanawiali się Państwo kiedyś, dlaczego golfiści mówią często o swoim ulubionym ironie w torbie? O takim kiju, który jest prawie zawsze niezawodny, którym się bardzo dobrze uderza? Co sprawia, że np. iron nr 7 wyróżnia się spośród pozostałych żelaz, różniących się tylko długością szaftu i loftem główki? Odpowiedź jest prosta i zarazem skomplikowana. Prosta – bo wystarczyłoby powiedzieć, iż kij ten jest najlepiej wyważony; skomplikowana – bo koniecznym jest zrozumienie i odpowiednie ujęcie zjawisk fizycznych w formuły i równania. Na szczęście mądrzejsi zrobili to za nas i dla nas…

Rys historyczny
Już w XIX wieku clubmakerzy zrozumieli, iż kije golfowe należy konstruować w sposób proporcjonalny wagowo. Metodą prób i błędów, stosowaną przez długie lata, określono mniej więcej, jakie proporcje wagi poszczególnych części kija (główki, szaftu i gripu) dadzą pożądany efekt końcowy w postaci złożonego, gotowego kija golfowego, którym po prostu „będzie się dobrze grało”. Zaczęto już wtedy wprowadzać w życie proste reguły matematyczno-fizyczne oparte na formule proporcjonalności ciężaru główki do kwadratu długości kija. W ten sposób uzyskano pewną jednorodność wyważenia produkowanych kijów golfowych i wyeliminowano poważniejsze błędy w tej materii. Uważny i dociekliwy czytelnik niniejszego artykułu zrozumie w lot, iż ta prosta zasada skutkowała równie prostą zależnością – im dłuższy był dany kij, tym lżejsza była główka kija i na odwrót.

Mając na celu usprawnienie procesu składania kijów golfowych, w latach 30. ubiegłego wieku clubmaker Robert Adams zaprojektował proste urządzenie skalujące i wyznaczające swingwagę kija (czyli współczynnik wyważenia kija, ang. swingweight (SW)). Urządzenie działało na zasadzie pomiaru momentu siły wywieranego dzięki masie kija i stałemu punktowi podparcia i przypominało nieco klasyczną wagę lekarską spotykaną jeszcze do dzisiaj w placówkach służby zdrowia. Adams nazwał swoje urządzenie „skalą lorytmiczną” i arbitrażowo określił wartości skalowania na symbole literowo-cyfrowe, np. C8, D1, E2.

Interesujące, że Adams wykorzystał metodę prób i błędów do określenia, gdzie ma się znajdować punkt podparcia i doszedł do wniosku, iż odległość 14 cali od górnego początku gripu jest najodpowiedniejsza. Pomimo prób modyfikacji urządzenia – najsłynniejszą podjął tuż po II wojnie światowej Kenneth Smith (który kupił prawa patentowe od Adamsa i stwierdził, że punkt podparcia winien znajdować się w odległości 12 cali) – skala Adamsa przetrwała do dzisiejszych czasów i jest najpowszechniej stosowaną metodą określania SW kijów golfowych.

Najpowszechniej stosowaną, nie znaczy, że najlepszą, o czym w dalszej części artykułu.

SW kija we współczesnym świecie golfowym

Najwięksi producenci sprzętu golfowego (tzw. firmy OEM – Original Equipment Manufacturers) ciągle posługują się, jak już wspomniałem, skalą SW Adamsa. Warto wiedzieć, iż przyjęto, że dla mężczyzn najodpowiedniejszy współczynnik SW kijów to D2, a dla kobiet C8. Nawet gdy przyjmiemy, iż SW jest dokładnie sprawdzane i weryfikowane przez producentów (z czym, niestety, bywa różnie) to i tak niezbyt wiarygodnie brzmi unifikacja swingwagi kijów pod kątem wszystkich mężczyzn i wszystkich kobiet. Przecież ludzie mają różną siłę fizyczną, różne wyczucie, różne tempo swingu. Ale… tak jest wygodnie dla wielkich firm produkujących kije nieomal taśmowo. Na szczęście skala lorytmiczna Adamsa daje relatywnie dobre efekty i kijami OEM z półki daje się grać w golfa bez wielkich frustracji spowodowanych ewentualnym złym i niejednorodnym wyważeniem kijów w poszczególnym kupowanym secie.

Dla informacji – im wyższa cyfra i dalej stojąca w alfabecie litera w symbolu SW, tym większa jest swingwaga kija. Adams przyjął progresywny system alfabetyczny dla liter oraz cyfr od 0 do 9. Tak więc, skala w zasadzie rozpoczyna się od swingwagi C0 (niższe wartości nie są używane z uwagi na nieprzydatność kija, którego główka miałaby zbyt małą masę w stosunku do pozostałych części składowych), poprzez C1, C2… C8, C9, D0, D1, D2… D8, D9, E0, E1, itd., i kończy się w zasadzie na literze F (wyższe wartości nie są używane z uwagi na nieprzydatność kija, którego główka miałaby zbyt dużą masę w stosunku do pozostałych części składowych).

Dlaczego metoda unifikacji poprzez SW nie jest doskonała?

Adams i jego naśladowcy nie pomyśleli o jednym, mianowicie, czy jednorodna spoczynkowa swingwaga kija golfowego znajdzie idealne odzwierciedlenie w ruchu podczas wykonywania swingu. Otóż, niestety, nie. Kij golfowy w ruchu podlega fizycznym zjawiskom dynamicznym, które mogą być prawidłowo opisane jedynie przez wyliczenie momentu bezwładności kija (MOI – z ang. moment of inertia), ponieważ kij golfowy podlega ruchowi obrotowemu w przestrzeni trójwymiarowej. Nie będę tu przytaczał całego wywodu fizyczno-matematycznego z formułami i równaniami, gdyż nie starczyłoby miejsca w magazynie, a czytelnik zanudziłby się na śmierć – warto tylko wspomnieć dla zasady, iż moment bezwładności jest sumą punktowych momentów bezwładności kija wyznaczanych poprzez iloczyn masy i odległości poszczególnych punktów od osi obrotu.

Liderzy wśród dzisiejszych clubmakerów już dawno zapomnieli o metodzie SW i korzystają z metody MOI. Guru wśród clubmakerów i clubfitterów, Tom Wishon, z myślą o ułatwieniu im działania, skonstruował elektroniczne urządzenie do mierzenia MOI kija oraz odpowiednie software pozwalające na estymację MOI kijów i dopasowywanie tego parametru dla wszystkich kijów w torbie. Być może, dzięki temu, niedługo wszyscy producenci kijów, także ci najwięksi, przekonają się do tej metody z korzyścią dla wszystkich golfistów. Oby…

Co daje metoda unifikacji poprzez MOI?

W skrócie – wszystkie kije w torbie mają szansę stać się tymi ulubionymi i to bez cienia przesady. Wystarczy wziąć nasz ulubiony iron, zmierzyć jego MOI i dopasować doń MOI pozostałych kijów. To wszystko. Naprawdę. Co więcej, można to zrobić samemu, mając do dyspozycji dane dotyczące masy wszystkich części składowych kijów, specjalny program komputerowy liczący moment bezwładności kijów golfowych i przerobić odpowiednio swoje kije, dodając lub odejmując masę poszczególnych części kija… Ale najlepiej jest polecić to zadanie dobremu clubfitterowi ze znajomością tematu. Jeszcze lepiej byłoby, gdyby warsztat tego clubfittera wyposażony był w urządzenie Toma Wishona do liczenia MOI – wówczas dokładna przeróbka istniejącego setu kijów jest zadaniem stosunkowo prostym i szybkim.

Natomiast przy kupnie nowych kijów, dopóki producenci OEM będą ciągle tkwili w czasach pana Adamsa, polecam zastanowienie się, czy nie warto zrezygnować z kupna sprzętu znanej ogólnoświatowej marki i nabyć poszczególne części składowe od firmy produkującej komponenty i złożyć kije wg zasady unifikacji MOI. Ja z pewnością wybrałbym to drugie rozwiązanie.

Na czym polega praktyczna różnica pomiędzy SW i MOI?

Ogólnie można powiedzieć, iż set kijów dopasowany według MOI różni się od setu kijów wyważanych według metody SW inną dyspersją swingwagi poszczególnych kijów w secie. Im krótszy jest kij, tym większy współczynnik SW posiada, i vice versa. Fakt ten można wykorzystać w samodzielnie przeprowadzonym eksperymencie polegającym na progresywnym dociążaniu główek kijów krótszych od „ulubionego” (np. taśmą ołowianą). Dla przykładu, komplet żelaz dopasowany wg MOI (oraz z tradycyjnymi długościami kijów) będzie wyglądał następująco – nasz „ulubiony” kij to iron nr 7, którego SW równa się D2. Iron nr 8 powinien być dociążony tak, aby jego SW wynosiło D2.5, SW irona nr 9 winno wynosić D3, itd. Oczywiście przykład ten jest bardzo ogólny, gdyż prawidłowo powinno się posługiwać jednostkami momentu bezwładności (np. kg/m²). Poza tym, może okazać się koniecznym zróżnicowanie MOI ironów od MOI woodów czy wedge’ów (z uwagi na charakterystykę swingu), nie wspominając o putterze.

Ktoś mądry spytałby: po co to całe zamieszanie, czy nie lepiej byłoby skonstruować zestaw ironów o tej samej długości, z częściami składowymi o zunifikowanej masie? I miałby rację – wówczas czy to SW, czy to MOI wszystkich kijów byłoby identyczne, kije różniłyby się jedynie loftem. Nawet podjęto poważne próby i produkowano seryjnie takie właśnie zestawy (najpopularniejszą firmą promującą ten schemat była 1IronGolf). Jednakże ta koncepcja nie odniosła spodziewanego sukcesu, pomijając względy tradycjonalne (golfiści są przyzwyczajeni do faktu, iż im niższy loft, tym dłuższy kij), okazało się, że różnica loftów sama z siebie nie pozwalała na uzyskanie prawidłowych odległości pomiędzy kijami – były one niższe niż optymalne 10-12 metrów na każde 4 stopnie loftu. I znów praktyka zweryfikowała wydawałoby się idealny pomysł… Choć ciągle jest wielu zwolenników zmniejszenia tradycyjnej dyspersji długości kijów w zestawie (z 0.5″ na np. 0.4″) wśród renomowanych clubmakerów i clubfitterów.

Trochę inne MOI

Na koniec ważna informacja – pojęcie MOI (momentu bezwładności) jest stosowane nie tylko w celu dopasowywania jednolitej dynamicznie swingwagi kijów golfowych, ale spotykane coraz częściej przy określaniu właściwości główek driverów i putterów. Zapewne spotkaliście się już Państwo, nie tylko w moich poprzednich artykułach, z określeniem np. „high MOI” lub „high moment of inertia”. Aby nie mylić tego pojęcia z właściwym MOI złożonego kija golfowego, kilka słów wyjaśnienia.

Moment bezwładności główki kija dotyczy tylko i wyłącznie samej główki i nie ma nic wspólnego z wyważeniem całego kija. Jest to tzw. eMOI, czyli moment bezwładności osiowej dający wyobrażenie o tym, jak bardzo środek ciężkości główki jest oddalony od lica główki, a co za tym idzie, jak bardzo dana główka jest wybaczalna. Główki typu „high MOI” gwarantują po prostu mniejszą stratę odległości przy uderzeniach niecentralnych, tzn. kiedy nie uderzamy sweetspotem. Nie oznacza to w żadnym wypadku, że mamy kij wyważony dynamicznie w stosunku do reszty kijów w zestawie – możemy posiadać driver o główce „high MOI”, którego MOI całkowite jest o niższej wartości niż nasz drugi driver o główce standardowej.

Mam nadzieję, iż udało mi się przedstawić ten trudny, a jednocześnie ważny temat, w sposób przystępny dla czytelnika. Z własnego doświadczenia wiem, o ile bardziej komfortowo i pewnie gra się kijami o dobrze dobranym współczynniku MOI do charakterystyki swingu. Gdyby było inaczej, gwiazdy światowego golfa używałyby kijów z masowej produkcji, a wiemy doskonale, że tak nie jest, pomimo faktu, że ich swingi niosą znamiona niebotycznie wyższej powtarzalności niż nasze amatorskie. Mam wielką nadzieję, iż clubfitting zagości na stałe w dzienniczkach golfistów w Polsce, a jeśli niniejszy artykuł przyczyni się do tego, moja radość ze spełnienia misji będzie podwójna.


Dariusz Jędrzejewski
Źródło: Golf24 Magazine
golf24.pl

foto -
bigstockphoto

an
 

  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl nk.pl blip.pl twitter.com

Komentarze

   → Zobacz wszystkie

Najnowsze

Dodaj komentarz (10-500 znaków)

manager